Czy jedną z najważniejszych polskich powieści można opowiedzieć od nowa, zmieniając bohaterów, dodając nowe wątki i wyraźnie uwspółcześniając sposób prowadzenia historii? Paweł Maślona udowadnia, że można – choć efekt z pewnością nie przekona wszystkich. Serialowa „Lalka” Netflixa to nie ekranowe streszczenie powieści Bolesława Prusa, lecz świadoma i momentami bardzo odważna reinterpretacja klasyki.
Premiera sześcioodcinkowego serialu odbyła się 16 września 2026 roku. Za reżyserię odpowiada Paweł Maślona, twórca głośnego „Kosa”, który scenariusz przygotował wspólnie z Pawłem Demirskim i Jagodą Dutkiewicz. W rolach Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej wystąpili Tomasz Schuchardt i Sandra Drzymalska, natomiast na drugim planie zobaczymy m.in. Jacka Braciaka, Dariusza Chojnackiego, Magdalenę Cielecką, Piotra Adamczyka, Julię Wyszyńską i Agnieszkę Grochowską.
Już pierwsze odcinki pokazują, że twórcy nie zamierzali konkurować z wcześniejszymi adaptacjami w kategorii wierności powieści. Historia Prusa pozostaje fundamentem, ale została potraktowana jako punkt wyjścia do zupełnie nowej opowieści.
Wokulski i Łęcka zupełnie inni niż ich pamiętamy
Podstawowy konflikt nadal pozostaje znajomy. Stanisław Wokulski jest przedsiębiorcą, który dorobił się znacznego majątku i próbuje przekroczyć granicę oddzielającą go od arystokracji. Jego fascynacja Izabelą Łęcką stopniowo zaczyna wpływać zarówno na życie prywatne, jak i podejmowane przez niego decyzje.
Serial znacznie wyraźniej niż klasyczna romantyczna opowieść pokazuje jednak, że uczucie Wokulskiego ma również obsesyjny charakter. Tomasz Schuchardt tworzy postać silną i zdecydowaną w interesach, ale jednocześnie zaskakująco bezradną wobec własnych emocji. Jego bohater ma pieniądze i możliwości, których zazdrości mu wielu innych, lecz nadal nie posiada tego, czego najbardziej pragnie – pełnej akceptacji środowiska, do którego próbuje się dostać.
Jeszcze większej przemianie została poddana Izabela Łęcka. Sandra Drzymalska gra kobietę znacznie bardziej samodzielną, świadomą własnych ograniczeń i próbującą wyrwać się z zasad narzuconych przez arystokratyczne otoczenie. Serial daje jej własne ambicje, a jednym z nowych elementów są zainteresowania dziennikarskie bohaterki.
To jedna z najbardziej znaczących zmian względem literackiego pierwowzoru. Izabela nie jest już wyłącznie obiektem westchnień Wokulskiego. Staje się pełnoprawną uczestniczką wydarzeń, podejmuje decyzje, popełnia błędy i nie zawsze daje się łatwo ocenić. Drzymalska dobrze wykorzystuje tę możliwość – jej Łęcka potrafi być irytująca, bezwzględna i egoistyczna, ale jednocześnie nie sposób sprowadzić jej do jednej cechy.

Pieniądze, pozycja i świat podzielony na klasy
Najciekawsza część nowej „Lalki” wcale nie dotyczy samego romansu. Pod powierzchnią relacji Wokulskiego i Łęckiej wciąż znajduje się temat, który sprawia, że powieść Prusa pozostaje aktualna prawie 140 lat po publikacji – nierówności społeczne i potęga pieniądza.
Wokulski zdobył majątek, ale dla części arystokracji nadal pozostaje kupcem bez odpowiedniego nazwiska. Łęccy z kolei mają pochodzenie i społeczną pozycję, lecz ich sytuacja finansowa jest coraz gorsza. Jedni potrzebują drugich, choć obowiązujące zasady każą im funkcjonować w dwóch różnych światach.
Serial dobrze wykorzystuje tę zależność. Pieniądze otwierają Wokulskiemu wiele drzwi, ale nie są w stanie automatycznie zapewnić mu społecznego awansu. Z kolei arystokratyczne nazwisko nie gwarantuje już bezpieczeństwa finansowego. Ta część historii nie potrzebuje wielkiego uwspółcześniania, ponieważ zaskakująco wiele z obserwacji Prusa nadal pozostaje czytelnych dla współczesnego widza.
Twórcy dodają jednak własne spojrzenie na wolność kobiet, zależności ekonomiczne i mechanizmy władzy. Nie zawsze robią to subtelnie. Momentami można odnieść wrażenie, że serial zbyt wyraźnie tłumaczy widzowi, co powinien dostrzec. Tam, gdzie Prus pozostawiał więcej miejsca na obserwację i wyciąganie wniosków, scenariusz Netflixa czasami stawia tezę wprost.
Świetna obsada i efektowna realizacja
Jednym z najmocniejszych elementów „Lalki” jest aktorstwo. Schuchardt i Drzymalska dobrze funkcjonują jako centralny duet, ale sporo dzieje się także na drugim planie. Jacek Braciak jako Tomasz Łęcki umiejętnie łączy komizm z dramatem człowieka, który za wszelką cenę chce zachować dotychczasowy poziom życia, mimo pogarszającej się sytuacji finansowej rodziny.
Inaczej niż w pamiętnej wersji z Bronisławem Pawlikiem poprowadzono również Ignacego Rzeckiego. W postać wciela się Dariusz Chojnacki, nie próbując kopiować poprzednika. To słuszna decyzja – nowy serial i tak funkcjonuje według innych reguł niż klasyczna adaptacja Ryszarda Bera.
Bardzo dobrze wypada również warstwa techniczna. Za zdjęcia odpowiada Paweł Flis, scenografię przygotowała Joanna Macha, kostiumy Dorota Roqueplo, a muzykę Baasch. XIX-wieczny świat nie przypomina muzealnej ekspozycji. Jest efektowny, momentami brudny, pełen kontrastów i dostosowany do energicznego sposobu opowiadania Maślony.
Szczególnie kostiumy i scenografia skutecznie pokazują różnice pomiędzy środowiskami. Eleganckie salony i świat biedniejszych mieszkańców Warszawy są niemal osobnymi rzeczywistościami. Serial bez wątpienia wygląda jak jedna z bardziej ambitnych polskich produkcji kostiumowych ostatnich lat.
Nie wszystko działa równie dobrze
Największy problem pojawia się wtedy, gdy „Lalka” próbuje być wszystkim jednocześnie. Obok melodramatu otrzymujemy groteskę, humor, tajemnicę, elementy kryminalne oraz liczne nowe historie dopisane do literackiego pierwowzoru.
Niektóre rozwiązania nadają serialowi świeżości, inne sprawiają wrażenie niepotrzebnego komplikowania historii. Produkcja składa się tylko z sześciu odcinków, a mimo to momentami traci tempo. Paradoksalnie problemem nie jest więc brak materiału, lecz jego nadmiar.
Podobne spostrzeżenia pojawiają się w profesjonalnych recenzjach opublikowanych po premierze. Krytycy zwracają uwagę zarówno na odwagę Maślony i bardzo dobrą realizację, jak i na nierówną dramaturgię oraz świadome ograniczenie części społecznego tła obecnego w powieści Prusa. Opinie różnią się natomiast w ocenie tego, czy daleko idące zmiany pomagają serialowi, czy odbierają mu tożsamość pierwowzoru.
I właśnie tutaj przebiega główny podział między widzami.
Jeżeli potraktujemy produkcję jako wierną ekranizację, lista zarzutów będzie bardzo długa. Jeśli natomiast zaakceptujemy, że mamy do czynienia z serialem inspirowanym „Lalką”, który prowadzi własną rozmowę z Prusem, wiele decyzji zaczyna wyglądać znacznie ciekawiej.

Nie zastąpi książki – i nie powinien
Nowa „Lalka” zdecydowanie nie jest produkcją, którą uczeń powinien potraktować jako szybkie zastępstwo lektury przed sprawdzianem czy maturą. Zbyt wiele elementów zostało zmienionych, inne są niektóre motywacje bohaterów, pojawiają się dodatkowe wydarzenia, a część powieściowych tematów została ograniczona.
Pod tym względem zdecydowanie bliższy oryginałowi pozostaje serial Ryszarda Bera z Jerzym Kamasem jako Wokulskim, Małgorzatą Braunek jako Izabelą i Bronisławem Pawlikiem jako Rzeckim.
Produkcja Netflixa ma jednak inny cel. Zamiast ilustrować szkolną lekturę, próbuje sprawdzić, czy bohaterów stworzonych w XIX wieku można wykorzystać do opowiedzenia historii atrakcyjnej dla współczesnego widza.
W naszej ocenie najlepiej wypada tam, gdzie pozwala samym bohaterom i aktorom mówić za siebie. Słabiej – gdy nadmiernie podkreśla aktualność własnego przekazu lub dorzuca kolejny wątek tylko po to, aby przyspieszyć akcję.
Czy warto obejrzeć?
Tak, ale pod jednym warunkiem – nie oczekujmy tradycyjnej ekranizacji. „Lalka” Pawła Maślony jest produkcją świadomie ryzykowną. Ma bardzo dobrą obsadę, efektowną realizację i własny pomysł na Wokulskiego oraz Łęcką. Potrafi jednocześnie irytować nadmiarem pomysłów i nierównym tempem.
Najciekawsze jest jednak to, że serial rzeczywiście prowokuje do rozmowy o powieści Prusa. Można spierać się o nową Izabelę, zachowanie Wokulskiego, pominięte wątki i decyzje scenarzystów, ale trudno powiedzieć, że twórcy nakręcili obojętną produkcję.
I być może właśnie w tym tkwi największa wartość tej wersji. Nowa „Lalka” nie próbuje zastąpić Prusa. Próbuje sprawdzić, co jego historia może znaczyć dla widza w 2026 roku.













Dodaj komentarz